Żeby z Łodzi Fabrycznej dotrzeć do świetlicy, w której spotykają się dzieciaki i młodzież z łódzkich Bałut - uczestnicy projektu dotyczącego wielokulturowości miasta - mija się Park Staromiejski, dawny Park Śledzia (młody chłopak ostatnio zapytał o tę nazwę dziadka; usłyszał, że to od targu rybnego, który był tu przed wojną). Dalej trzeba jechać Zgierską przez Rynek Bałucki, do Julianowskiej. Po drodze mija się podwórka i kamienice, w których mieszka młodzież ze świetlicy. Tę drogę część z nich pokonuje prawie codziennie, idąc na zajęcia, pokaz filmu lub wspólny podwieczorek. Żadne z piętnastolatków nie wiedziało, że przechodzi ulicami, które wyznaczały granice łódzkiego getta.

Dowiedzieli się tego na jednym z pierwszych spotkań zorganizowanych w ramach projektu "Mozaika". Krótki wykład o historii Żydów łódzkich, o świętach i zwyczajach żydowskich miał pomóc ogarnąć ten dziwny i właściwie zupełnie obcy im temat. Część z nich od początku słuchała z zainteresowaniem, reszta, zgodnie ze szkolnymi przyzwyczajeniami, postanowiła przeszkadzać i ignorować słowa prowadzących. Podczas tego spotkania musiało nastąpić coś, co zmieni nastawienie młodzieży do tematu, co każe im podejść bliżej, posłuchać i popatrzeć. Na trawie, w parku rozłożyli plan getta, wszyscy usiedli wokół. Wodzili palcem po ulicach, placach i skwerach - dziwili się, że kiedyś leżały na obszarze getta, a dziś to miejsca ich spotkań, które mogą dojrzeć z okien swoich domów.

Najważniejsze spotkania ze wszystkich - opowiada Elżbieta Górska ze świetlicy socjoterapeutycznej "Słyszę dzieciaka", autorka projektu - to chyba te związane z warsztatami "Co znaczy - inny?" o tym, jak powstają stereotypy i uprzedzenia. Warsztat polegał na tym, że każdy z uczestników został przez jeden dzień "wykluczony" z jakiegoś powodu (bo miał duże oczy lub jasne włosy, niski wzrost, krzywy uśmiech lub za duże stopy - powodów, dla których odrzucaliśmy siebie wzajemnie było mnóstwo). Rozmawialiśmy o swoich odczuciach w trakcie naszych zebrań społeczności socjoterapeutycznych i nie były to łatwe rozmowy. Był płacz, wstyd, zażenowanie, gniew.

Znalazł się też sposób, by zachęcić całą grupę do spacerów i odkrywania zakamarków swojego miasta. Przemierzali je z aparatami fotograficznymi. Szukali śladów kultury żydowskiej, tablic pamiątkowych, budynków, które przetrwały wojnę, białych znaków na chodnikach, którymi w zeszłym roku izraelska i polska młodzież wspólnie zaznaczyła granice dawnego getta. Malowała je wtedy także Ania Stryjewska, która bierze udział w projekcie. Jest najstarsza z grupy, właściwie przejęła rolę opiekunki, pomaga planować działania, podczas warsztatów fotograficznych ustala trasy, którymi chodzą młodzi fotograficy. Pokażę wam niesamowite miejsce - powiedziała podczas jednej z wycieczek i zaprowadziła resztę na podwórko, tuż obok Piotrkowskiej. W trzeciej studni znaleźli opuszczony budynek starej synagogi. Nikt nie przypuszczał, że samo centrum miasta może kryć takie tajemnice. Odkrywanie takich miejsc, dzielenie się tym z innymi - to właśnie sprawia mi największą radość.

Łódź wydała się uczestnikom znacznie ciekawsza na zdjęciach, które sami robili podczas warsztatów. Po powrocie do świetlicy rzucali je na ścianę i wspólnie oglądali. Niektóre zdjęcia ich śmieszyły, inne zachwycały, wiele prowokowało - do komentarzy, pytań albo uwag. To po zajęciach fotograficznych dziewczyny zainteresowały się zgromadzoną w świetlicy biblioteczką. Pożyczyły do domu książki Hanny Krall, w następnej kolejności miały zabrać się za pamiętniki Aleksandra Wata. Rodziło się zainteresowanie tym, co jeszcze będziemy robić. Jedna z dziewczyn liczy, że nauka tańców żydowskich i wspólne przygotowywanie potraw w żydowskiej restauracji będzie czymś więcej niż dobrą zabawą. A czym? Jeszcze nie wie. Chciałaby dowiadywać się nowych rzeczy.

Elżbieta Górska, autorka i koordynatorka projektu, miała wiele pomysłów na jego realizację, ale właściwie jeden, podstawowy cel swoich działań. Od początku mówiła, że sukcesem będzie dla niej, jeśli chociaż jeden uczestnik warsztatów stanie się bardziej otwarty na odmienność ludzi, będzie podchodził do innych z większym zrozumieniem, że nie powtórzy bezmyślnie tego, co o Niemcach albo Rosjanach, a szczególnie o Żydach mówi się w domu, albo co można przeczytać na łódzkich murach. Ela zastanawia się, co jest sukcesem projektu: Może to, że Marcin otrzymał w szkole szóstkę, bo doskonale przygotował opracowanie z historii Żydów w Polsce, albo że Przemek zawstydził się i przestał pisać na murach "Widzew - żydzew", że Agnieszka odważyła się w szkolnej gazetce potępić antysemickie zachowania, albo to, że Sylwia pochwaliła się przed całą klasą udziałem w projekcie i pokazała film. Może to, że Justyna po raz pierwszy wzruszyła się do łez nie nad sobą, albo że Dawid wygrał szkolny konkurs na ciekawie spędzone wakacje. Naprawdę trudno mi powiedzieć.

Tekst: Magda Kubecka
zdjęcia: Magda Kubecka oraz uczestnicy warsztatów w Łodzi

 

 

zdjęcia uczestników